kolonia

STEFANÓWKA

gromada Stefanówka, gmina Werba, powiat Włodzimierz, woj. wołyńskie
parafia r-k Włodzimierz-Fara


Opracowywane w okolicy:
Andresówka, Białozowszczyzna, Helenówka, Antonówka Borek,

A B C D E-F G H I J K L-Ł M N O P R S-Ś T U W Z-Ż


WYKAZ GOSPODARSTW, stan w około 1939 r.

1.

TCHÓRZFranciszek 1870 - s. Jakuba i Eleonory z d. Skała, I żona Rozalia z d. Kicko, dzieci: Ludwik (w Marcelówce), Józef (p.7), Jan (ponżej), Janina, Stanisława, Bolesław, Józefa. II żona Maria z d. Kowalska - c. Jana i Katarzyny z d. Szczerba.

TCHÓRZJan - s. Franciszka i Rozalii, żona (śl.1932) Jadwiga z d. Bronicka - c. Jana i Apolonii z d. Ułańska., dzieci: Franciszka (m.Władysław Kosnowicz)

2.

WITKOWSKIAndrzej 1877 - s. Wojciecha i Marianny, żona Maria 1877-13.02.1944 (zamordowana przez UPA) z d. Sobczak - c. Tomasza; dzieci: Stanisława 1900, Jan 1904, Leon 1908, Antoni 1912, Eugeniusz 1914, Władysława 1917, Janina 1919, Bogdan 1922, Stanisław 1926.

3.

PIOTROWSKIWładysław, żona Anna, dzieci: Genowefa, Józefa, Kazimiera, Jan.

4.

SIEKLICKIStanisław 1877 - s. Andrzeja i Agnieszki z d. Rusinek z Rudna, żona Barbara 1884 z d. Smyl - c. Walentego i Katarzyny z d. Ściborek z Andresówki, dzieci: Józef 1901, Leontyna 1907 (Kotwica, w Helenówce), Czesław 1910, Sabina 1912, Adolf 1917, Janina 1919, Helena 1924. Po wojnie w Werkowie (woj. poznańskie). 

5.

MACIEJEWSKIAndrzej - s. Józefa i Franciszki z d. Kot, I żona (śl.1903) Wanda z d. Woźnica - c. Franciszka i Rozalii z d. Kurnicka, dzieci: Konstanty 1903 (ż.Agnieszka Kotwica), Franciszek 1905, Józef 1907 (ż.Michalina Janiec), Maria 1909, Stanisława 1910, Władysława (Woźnica, w Nowojance); II żona (śl.1917) Ludwika z d. Ziętak - c. Jana i Marianny z d. Smyl (w Andresówce); dzieci: Janina 1918, Mieczysław 1920, Helena 1921, Regina 1924, Tadeusz 1933. Po wojnie Kraśnica k/Zosina.

6.

MIZDALAntoni - s. Bartłomieja i Zofii z d. Kwasnik, żona (śl.1900) Katarzyna z d. Gierlasińska, synowie: Andrzej 1900, Szczepan 1905 (Miżdal, na Komarówce). Antoni miał brata Jana (ż.Emilia Rosłan).

MIŻDALIN. (Andrzej?), dzieci: Piotr, Marianna, Paweł, Stefania, Władysław (głuchoniemy) +1944, Józefa, Stanisława, Janina. V.n.: Miźdal.

7.

TCHÓRZJózef - s. Franciszka i Rozalii, żona (śl.1927) Maria 1898 z d. Truś - c. Romana i Matrony z d. Sas.

8.

SOKALIN. v.n. Solaluk.

9.

NOWAKIN.

10.

PUZIOWojciech, I żona Maria, córka Ewa 1879-13.02.1944 (Podgórska na Białozowszczyźnie); II żona Tekla z d. Sudoł, dzieci: Marianna 1.06.1881-31.03.1975 (Miazga w Edwardpolu), Rozalia 19.06.1887.

11.

SOŁTYSAntonina 1900-1977 z d. Sobiepan, wdowa po Andrzeju +1938 (ostre zapalenie płuc), dzieci: Kazimierz, Genowefa, Mieczysław, Ryszard, Regina 1937 (Mitrenga). Po wojnie: Husynne nad Bugiem. Z rodziny Sołtysów została zabita Wiktoria +1944 (pokrewieństwo nieustalone).

12.

ZIELIŃSKIIN.

13.

PIETRZAKIN.

14.

SOKALUKJan - s. Teodora i Paraskiewy z d. Iwaniuk, żona (śl.1930) Adela +1944 z d. Kudrel - c. Antoniego i Magdaleny z d. Siembida, dzieci: Stanisława, Edward i Halinka +1944. V.n. Szokaluk.

15.

KUDRELPiotr - s. Antoniego 1867 (s.Andrzeja i Katarzyny z d. Pcionek) i Magdaleny z d. Siembida, I żona (śl.1924) Marianna z d. Jarzynka - c. Mikołaja i Jadwigi z d. Smyl, dzieci: Roman, Kazimiera, Petronela (jedną z nich zabili banderowcy +1944); II żona (śl.1940) Antonina z d. Kramczyńska - c. Antoniego i Anieli z d. Sokal. V.n.: Kudryl. Rodzeństwo Piotra to: Józef 1889, Marianna 1891 (m.Paweł Dobosz), Ignacy 1893, Wojciech 1895, Jan 1897, Antonina (Forma, poniżej), Adela (Sokaluk, powyżej), Józefa (Zduńczyk, poniżej).

16.

FORMAAndrzej 1889-1944 - s. Wincentego i Agaty z d. Kargol, żona (śl.1931) Antonina 1899-1944 z d. Kudrel - c. Antoniego i Magdaleny z d. Siembida, wdowa po Adamie Chmielowcu (s. Jana i Marii z d. Wilk), córka Albina 1933. Mieszkali w północnej części wsi, przy drodze prowadzącej do wsi Borek. Od północy sąsiadowali z Józefą Zduńczuk, od południa z Piotrem Kudrelem, za Kudrelami było gospodarstwo Sokaluków. 

17.

ZDUŃCZUKWładysław - s. Piotra i Marii z d. Dyszewska, żona (śl.1921) Józefa z d. Kudrel - c. Józefa (Antoniego) i Magdaleny z d. Siembida, dzieci: Leokadia, Genowefa i Zygmunt. Po wojnie koło Choszczna.

18.

JAROSZStanisław - s. Karola i Agnieszki z d. Nowak, żona (śl.1936) Stanisława z d. Kulawiak - c. Pawła i Marianny z d. Sondej.

19.

JAROSZIN. Obie rodziny Jaroszów mieszkały w części południowo-wschodniej wsi przy drodze prowadzącej do Werby.

Brak więcej informacji. Proszę Państwa o pomoc w uzupełnianiu wykazu. Objaśnienie: rok w barwie: niebieskiej - śmierć z rąk bandytów ukraińskich (w tym tzw. "upa").

Osoby zainteresowane miejscowością / udostępniające informacje:

FORMULARZ zgłoszenia rodziny i uzupełnienia danych

L.p.

Informacje

1.

Katarzyna Monczak[grudzień 2006] poz. 2.kajamon(a)wp.pl

2.

Emilia Stempkowska-Sobkowiak[luty 2009] uzup. poz. 5.e_sobkowiak(a)wp.pl

3.

Wieslaw Tokarczuk[lipiec 2009] poz.17-19, uzup. poz.14-16 wg relacji (poniżej) pani Albiny Kowalskiej z domu Forma.wiekto(a)gmail.com

4.

Edyta Szpyt-Szałaj[kwiecień 2010] uzup. poz. 5.deszalaj(a)op.pl

5.

Wioletta Nawrocka[wrzesień 2010] uzup. poz. 10.nawrocka4444(a)op.pl

6.

Andrzej Mielcarek[od grudzień 2010] uzup. poz. 6, 15, 16 dzięki "Wykazom osób..." -opr. ks. W.W. Żurek.Strony o Wołyniu

7.

Marek Witkowski[luty 2011] uzup. poz. 2. na podst. notatek sporządzonych przez Jana Sorokę w roku 1995.marek.witkowski(a)vp.pl

8.

Marianna Garbacik[marzec 2011] uzup. poz. 17mariaga(a)interia.pl

9.

Elżbieta Smentoch[marzec 2011] uzup. poz. 3, 4, 6, 7  z relacji Mamy Władysławy Sadło z d. Witkowskaelasmentoch(a)op.pl

10.

Andrzej Piec[wrzesień 2012] korekty (było nazwisko Siedlicki) i uzup. w poz. 4 na podst. relacji Heleny Sieklickiej.pieco222(a)gmail.com

11.

Regina Mitrengaz d. Sołtys. [marzec 2015] uzup. poz. 11. Krótkie wspomnienie (na dole strony). elvirka(a)op.pl

12.

Paweł[wrzesień 2016] zainteresowanie poz. 4. salon(a)alessandro.poznan.pl

Napad UPA na polskie kolonie: Antonówka Borek, Andresówka, Helenówka Werbska, Stefanówka nastąpił 13 lutego 1944 r. 


Relacja pani Albiny Kowalskiej z domu Forma
Urodziłam się 3 kwietnia 1933 roku w Stefanówce, gmina Werba, powiat Włodzimierz Wołyński. Mieszkałam w północnej części wsi, przy drodze prowadzącej do wsi Borek. Moi rodzice to Andrzej Forma i Antonina Forma z domu Kudrel, byłam jedynaczką. W czasie pierwszej okupacji sowieckiej zaczęłam chodzić do szkoły powszechnej w Werbie, gdzie obowiązywał wyłącznie ukraiński język nauczania, ale to trwało tylko jeden tydzień. W Stefanówce mieszkali wyłącznie Polacy, języka ukraińskiego nie znałam. Z tego powodu za okupacji niemieckiej rodzice dali mnie do szkoły prowadzonej przez nauczycielkę Krajewską na Białozowszczyźnie w jej prywatnym domu. Nauka była prowadzona po polsku, a opłatą była żywność dostarczana pani Krajewskiej. Stefanówka była wsią biedną, dowodem na to jest fakt, że za okupacji sowieckiej nikt nie został zaliczony do "kułaków", nikt nie został deportowany na Sybir, było wiele rodzin wielodzietnych. W Stefanówce mieszkały rodziny o nazwisku Tchórz (dwie rodziny), Witkowski, Siedlicki, Maciejewski, Miżdal, Sokal, Nowak, Puzio, Sołtyska, Zduńczuk Józefa, Pietrzak, Zieliński, Kudrel Piotr, Sokaluk Jan i Adela, Forma Andrzej i Antonina ze mną, ich córką, Albiną, Jarosz Stanisław i jeszcze jeden Jarosz, którego imienia nie pamiętam. Obie rodziny Jaroszów mieszkały w części południowo-wschodniej wsi przy drodze prowadzącej do Werby. Ja z rodzicami mieszkałam w części północnej, przy drodze na Borek, od północy naszą sąsiadką była Zduńczuk Józefa, od południa wujek Kudrel Piotr, za Kudrelami było gospodarstwo Jana i Adeli Sokaluków. 
W lecie 1943 roku rozpoczęła się na szeroką skalę ludobójcza akcja banderowców skierowana przeciwko Polakom. Żyliśmy z dnia na dzień, pod grozą wiszącej nad nami śmierci. Nocami w okolicy pojawiały się łuny pożarów, ginęli okrutną śmiercią pojedyńczo i całymi rodzinami Polacy. Wiele nocy spędziliśmy w mieście Włodzimierz Wołyński, potem głód zmuszał nas do powrotu, w lecie spaliśmy w polu, w kryjówkach w zbożu, w stogach, stertach słomy. Do zimy jednak bezpośredni napad na naszą wieś nie nastąpił. Z tego okresu pamiętam wiadomość o śmierci jednej z kobiet z Stefanówki, która wyszła za mąż za Ukraińca z innej wsi. Mieli dzieci. Nazwiska i nazwy wsi, gdzie mieszkali nie pamiętam. Ona miała panieńskie nazwisko Tchórz. Jej mąż Ukrainiec dostał od UPA rozkaz zamordowania żony Polki, rozkazu nie wykonał i cała rodzina została zamordowana. 
Napad banderowców wspomaganych przez mieszkańców okolicznych wsi ukraińskich nastąpił 13 lutego 1944 roku. To była niedziela. Cała nasza rodzina nocowała w domu. Zdążyliśmy zjeść śniadanie, gdy zaniepokoił nas niezwykły gwar w południowej części wsi. To była mieszanina dźwięków - krzyków, wystrzałów, ryczenia krów, szczekania psów i rżenia koni. Ja z mamą Antoniną Forma i kuzynką Petronelą Kudrel chcieliśmy uciekać w kierunku wsi Borek, lecz i z tamtej strony ujrzeliśmy nadciągających pieszo i konno banderowców, było ich zbyt wielu, by dało się policzyć, dla naszych przerażonych oczu to był nadciągający groźny tłum. Od tego momentu wszystko, co wtedy widziałam, zapisało mi się z fotograficzną dokładnością. Byłyśmy zmuszeni zawrócić w kierunku centrum wsi, byłyśmy w matni. Przez krótkie chwile byłyśmy przerażonymi widzami przerażających scen - banderowcy strzałami z karabinów i broni maszynowej zabijali biegnących w różnych kierunkach mężczyzn, kobiety i dzieci, mordercy z konających i zabitych ściągali buty i odzież, nożami i bagnetami dobijali jeszcze żyjących. Kule niebawem trafiły moją mamę - jej ostatnie słowa do nas - "uciekajcie, ja nie mogę uciekać...". I ja, i Petronela Kudrel usiłowaliśmy udawać śmierć od kuli, jednak ponieważ mordercy podchodzili zabierać odzież i obuwie, ten plan zawiódł. Petronela otrzymała 13 pchnięć bagnetem. Do mnie podeszło dwóch banderowców, jeden z nich tylko miał karabin, jego twarz pamiętam tak dokładnie, że i dzisiaj rozpoznałabym tego mordercę bez wahania. Spojrzałam w tą twarz i poprosiłam "nie bijcie mnie". Jego odpowiedź brzmiała - "co - polska mordo". Odwróciłam się by uciekać, w tym momencie uderzył mnie bagnetem w plecy. Bagnet wbił się z prawej strony kręgosłupa i przeszedł na wylot na wysokości piersi. Mimo to pobiegłam w pole. Za sobą słyszałam krzyk tego drugiego bez karabinu - "strelaj, strelaj !". Strzelano za mną trzykrotnie, niecelnie na szczęście. Gdyby pobiegli za mną, schwytali by mnie, strzelając stracili czas, być może ich uwaga zwróciła się ku innym ofiarom. Uciekłam daleko w pola, wśród których chodziłam do pierwszej szarówki, dzień był wciąż bardzo krótki - luty. Postanowiłam wrócić do Stefanówki, aby odszukać ojca. Andrzej Forma został przy gospodarstwie, nie uciekał - zawsze mówił, że on przecież nigdy nic złego nikomu nie zrobił, że Ukraińcy nie zrobią mu krzywdy. Został zastrzelony przy domu, przez tydzień leżał nie pochowany, własny pies z głodu pogryzł mu twarz...
Do domu nie doszłam, spotkałam pana Siedlickiego, który mi to odradził, mówiąc: "nie idź tam, nie szukaj, tam nie ma nikogo, mam tu poparzoną krowę, ogrzejemy się przy niej a jak się całkiem ściemni - pójdziemy do Bielina. W Bielinie była polska partyzantka. Tak się stało. Po drodze widziałam zwłoki Adeli Sokaluk i jej córki Stanisławy, były zastrzelone, syn Edward i córka Halinka byli jeszcze żywi, ciężko ranni. Halinka miała przestrzelone udo i płuca.
Te ranne dzieci zostały uratowane przez polską partyzantkę, która już nadchodziła od strony Bielina i Kalinówki, zabierając rannych i grzebiąc zamordowanych. Ja zostałam zatrzymana w Kalinówce, pan Siedlicki z krową poszedł dalej sam. Razem z ciężko ranną w brzuch Kazimierą Kudrel (seria z karabinu maszynowego) zostałyśmy zawiezione do szpitala w Bielinie. Tam niestety Kazimiera Kudrel zmarła. Mi opatrzono ranę, a po tygodniu zostałam oddana pod opiekę polskiej rodziny w Kalinówce, ich nazwiska nie pamiętam, to nie byli mieszkańcy Kalinówki, lecz uciekinierzy z innej wsi. 
Po pewnym czasie ci ludzie wraz z innymi uciekinierami zebrali między sobą pieniądze, którymi przekupili żołnierza niemieckiego. Ten Niemiec stanął na czele kolumny około 40 furmanek pełnych uciekinierów i jako jej opiekun i ochrona poprowadził ją za Bug, w kierunku zachodnim, jak najdalej od ludobójczych band UPA. Przeprowadził nas przez granicę twierdząc, że prowadzi Polaków na roboty do Niemiec. To samo powtarzał napotkanym patrolom niemieckim, ukraińskim policjantom i bandytom z UPA. Jeśli chodzi o tych ostatnich, to najgroźniejsze spotkanie z banderowcami mieliśmy w Uchaniach - tam zostaliśmy otoczeni wielką ilością uzbrojonych po zęby banderowców, zapamiętałam, że były tam dziewczęta ukraińskie, z taśmami nabojów do karabinów maszynowych. Spokojna postawa Niemca powstrzymała żądnych polskiej krwi bandytów. Ci tak zwani "powstańcy" nie powstali przecież przeciwko Niemcom... Dopiero w Wojsławicach było na tyle bezpiecznie, by rozwiązać nasz tabor uciekinierów, "dobry" Niemiec wrócił do swego garnizonu we Włodzimierzu Wołyńkim.
Odnośnie innych mieszkańców Stefanowki, to wiem, że uratował się wujek Piotr Kudrel z żona, wcześnie rano 13 lutego wyjechał do Włodzimierza i napad banderowców zastał go w drodze. Jego furmankę próbowali okrążyć banderowcy na koniach. Wtedy on zaczął krzyczeć "matka, dawaj ten karabin !", chociaż żadnej broni nie miał i zaczął wykonywać takie ruchy, jakby miał wyjąć schowany na wozie karabin. Słysząc to "bohaterowie" z UPA uderzyli piętami w boki swoich wierzchowców i uciekli. 
Jego syn Roman Kudrel zaraz po napadzie poszedł do polskiej partyzantki, zginął jako żołnierz 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK na bagnach Prypeci, w walce z Niemcami. 
Petronela Kudrel, którą 13 razy uderzono bagnetem, została uratowana przez polską partyzantkę. Ponieważ doczołgała się pod stertę słomy, została znaleziona dopiero rano, w nocy jej partyzanci nie zauważyli, dlatego odmroziła rękę i nogę. 
Nie potrafię podać nazwisk innych zamordowanych mieszkańców Stefanówki, choć było ich wielu. 
Ludobójcy z UPA zabrali mi rodziców, zabrali mi dzieciństwo.

Wspomnienie pani Reginy Mitrengi z domu Sołtys
Pamiętam jak dziś tamte straszne wydarzenia jak uciekaliśmy z mamą po ostrzeżeniu nas przez zaprzyjaźnioną z rodziną Ukrainkę, która przybiegła i krzyknęła ,,uciekjtie bo biu was". Mama natychmiast wzięła tylko pierzynę i krowę (którą i tak zabrali nam w czasie ucieczki). W tym czasie już banderowcy podpalali wieś i zaczęli mordować mieszkańców. Przedostaliśmy się do Włodzimierza Wołyńskiego, gdzie u jakiejś polskiej rodziny spaliśmy z innymi uciekinierami w stodole. Rodzina która nas przygarnęła, opiekowała się nami i nas żywiła. Po wyzwoleniu wróciliśmy do Stefanówki, ale nasza chałupa była spalona, ocalała tylko jedna ściana na której wisiały jeszcze przybory kuchenne. Zostaliśmy przesiedleni i osiedliśmy na stałe w miejscowości Husynne nad Bugiem. Mam obecnie 77 lat i mieszkam pod Chełmem.


Data powstania strony: grudzień 2006 r., ostatnia edycja: wrzesień 2016 r.

podstrona jest częściąwww.wolyn.ovh.org

inne strony O KRESACH 

.ros. Степановка