miasto

OSTRÓG

gmina miejska Ostróg, powiat Zdołbunów, województwo wołyńskie


Opracowywane w okolicy:
Witoldówka, Derewiańcze Duże, Wierzchów, Chorów, Kurhany, Krzywin, Sławuta,


wstępny WYKAZ RODZIN, stan z około 1939 r.

1. ALGIERSKI  Bronisław z rodziną. Bronisław pracował w młynie.
2. ALGIERSKI  Paweł  z rodziną.
3. KALINOWSKI (IN.),
4. SZCZAWIŃSKA (IN.),
5. NOWICKI (IN.), - nauczyciel
6. PRESSMAN (IN.), - nauczyciel
7. HOLCMAN (IN.), 
8. DŁUŻYŃSKI  Jan r.1899 - syn Aleksandra i Marty z d. Mencel, żona Stanisława Tatjana r.1902 z d. Stadnik - córka Bazyla i Anny, synowie: Odon r.1928, Rajmund r.1932  Miejsce zamieszkania - Ostróg n.Horyniem - al. Mickiewicza 30. Jan był wachmistrzem 19 Pułku Ułanów Wołyńskich, następnie po klęsce wrześniowej pracował jako robotnik kolejowy na stacji Zdołbunów, do momentu wyzwolenia przez Armię Radziecką. W 1944 r. wyemigrował z rodziną do Lublina , gdzie w Szkole Oficerów Liniowych kształcił oficerów frontowych. Zdemobilizowany w 1945 r. otrzymał gospodarstwo rolne w Kopaninie, gm. Złotoria koło Torunia. Zmarł 19-12-1952 r. w Kopaninie i pochowany jest na cmentarzu przykościelnym w Złotorii.

Obecnie brak więcej informacji. Proszę Państwa o pomoc w uzupełnianiu wykazu.

Osoby zainteresowane miejscowością / udostępniające informacje:

FORMULARZ zgłoszenia rodziny i uzupełnienia danych

L.p.

Imię Nazwisko Przekazane informacje w okresie i zakresie: E-mail - (a) zamień na @

1.

proboszcz parafii [2007] http://ostrog.blox.pl/html  kovaliv(a)ostroh.uar.net

2.

Krzysztof Dłużyński [styczeń 2008] poz. 8. kdluzynski(a)wp.pl

 

Pani Janina Kubicka, w 1945 r. mieszkanka Merzdorf, aktualnie Lubinicko wspominała: (w rozmowie z autorem strony)

(...) Przyjechali do Ostroga jacyś delegaci, czy byli oni z Lublina, czy nie wiem skąd. A był u nas taki „horsowiet", takie coś jak urząd miasta - i tam były zapisy na wyjazd do Polski. Jeżeli ktoś nie chciał -to musiał przyjąć obywatelstwo rosyjskie. A jak już przyjął, to Ruskie mogli zrobić z nim co chcieli. Wywieźć lub coś innego. Twój tata przychodził do mojego i często mówił - Stryjek, co my zrobimy? Czy jedziemy? Mój często odpowiadał, co wszyscy to i my. My tutaj nie zostaniemy.

Jak były te zapisy to ksiądz kapucyn o. Remigiusz Kranc w seminarium ogłaszał, że nasza Polska jest tutaj, nie można jej opuścić i wyjechać - nie wyjeżdżajcie! - nawoływał. Ale go później Rosjanie posadzili w więzieniu i wywieźli na Kołymę. Wszyscy się zapisywali.(...)

Jechaliśmy na stację furmankami - bo stacja Ostróg była 12 km od miasta Ostróg w miejscowości Ożenin. Tam przyjechaliśmy i teraz - plac, przy torach - nazywało się to rampą. Delegaci kazali się tam rozładować. Myśmy tam stali chyba ze 4 tygodnie. Nic nie można było zrobić. Były małe dzieci, np. moi rodzice mieli krowę to mlekiem dzielili się z wami - bo była mała Ela. Ludzie dzielili się czym mogli i jak mogli.

No i później - z rana chyba to było, bo padał deszcz, mieliśmy takie namioty zrobione z kocy - to wszystko było namoczone, ktoś dał znać, że już wagony są, były to towarowe wagony. Było ich chyba około 70 - połowa tych wagonów to było dla ludzi, a druga polowa dla inwentarza. Nas w wagonie było chyba 5 rodzin. Byliśmy My (Algierski Bronisław), Wy (Algierski Paweł), Szczawińska, Kalinowscy i jeszcze ktoś, ale nie pamiętam. W wagonie było tłoczno. Mój ojciec pracował we młynie - to mieliśmy trochę mąki w workach. Pamiętam te worki w wagonie, spaliśmy na nich - było jak na kamieniach.

Było to coś okropnego. Bo myśmy jechali - nie przesadzając około 2 tygodni. Był w wagonach inwentarz. Tam gdzie były krowy to pamiętam było bardzo ciasno - jak dwie krowy się położyły to inne musiały stać - nie było miejsca. Zapasów karmy nie było dużo. Nikt nie przypuszczał, że tak długo będziemy jechać. A było tak. Jak pociąg stanął, gdzieś się zatrzymał np. w polu, to wszyscy szybko starali się. Każdy co mógł, to zbierał, czy to trawę, czy jakieś inne. Każdy dokarmiał inwentarz. No i zaraz rozkładali jakieś cegły, jakiś garnek i już próbowali gotować. W wagonach nie było warunków na gotowanie.

Była taka sytuacja zawsze, jak pociąg stał to ludzie się rozchodzili. Wychodzili z wagonów - ustalone było, jak pociąg będzie ruszał dalej to będą zawsze 3 gwizdki i po 10 min. pociąg będzie odjeżdżał.

Jechaliśmy, stawaliśmy na stacjach, staliśmy po dobie, po dwie. Były przeważnie zajęte tory, albo zabierali lokomotywę. Np. w Poznaniu pociąg stał, nikt nie wiedział kiedy, jak i gdzie pojedziemy - nie wiadomo nic. Część pociągu odczepiono, odczepiono skład ze zwierzętami (z inwentarzem) i podczepiono do innego. Nie było w tym czasie delegatów (opiekunów rządowych tego pociągu). Byli gdzieś na dworcu - chyba „na piwie". Ludzie narobili hałasu, pobiegli do zawiadowcy. Był krzyk, bo w tamtych wagonach też byli ludzie z naszego transportu. Po tym alarmie, gdzieś po kilku godzinach powróciła ta część transportu, a był już za Wolsztynem. Przyjechaliśmy do Zbąszynka tam zatrzymaliśmy się na postój - wiem, że do Świebodzina przyjechaliśmy, może to był 30 czerwca 1945 r. ok., 9-10 z rana. I tam od strony pola - była taka duża rampa. I tam kazali się już wyładować - bo to koniec tej podróży. Na tej rampie - to też może tydzień albo i więcej byliśmy. To zaczęli ludzie sami chodzić po wsiach i domach, i szukać. Chodzili do Rusinowa, do innych wsi. Bo my nie byliśmy tutaj pierwsi - dużo było już pozajmowane.[...]

Data powstania strony:  kwiecień 2007 r., ostatnia aktualizacja: lipiec 2008 r.

podstrona jest częściąwww.wolyn.ovh.org

strony o Wołyniu przystosowane do rozdzielczości ekranu 1024 x 768