wieś

OKOPY

gromada Okopy, gmina Kisorycze, powiat Sarny, woj. wołyńskie
parafia Okopy


Opracowywane w okolicy:
Karpiłówka, Dołhań, Budki Borowskie, Borowe,

A B C D E-F G H I J K L-Ł M N O P R S-Ś T U W Z-Ż


Trzy typowo polskie wioski: Budki Borowskie, Dołhań, Okopy wchodziły w skład gminy Kisorycze. W środku dużych wsi ukraińskich istniejących do dzisiaj - Kisorycze, Karpiłówka, Borowe, Derć.  W 1939 wioski liczyły razem około 500 osób. O wioskach napisano w książkach: Leon Żur -"Mój wołyński epos" Bronisław Janik "Było ich trzy" "Niezwykły świadek wiary na Wołyniu" - o księdzu Ludwiku Wrodarczyku z parafii w Okopach, Czesław Dęga "W lesie i na froncie", Warszawa 1981.

W 1921 r. w Okopach było około 40 zagród i około 200 mieszkańców, prawie wyłącznie Polaków.

Opis wsi Okopy 
Polska wieś sołecka i parafialna (od 1939) Okopy, gm. Kisorycze, pow. Sarny, woj. wołyńskie (należąca do miejscowej parafii rzymsko – katolickiej utworzonej tu w 1939 roku, przedtem do parafii w odległym o 20 km. Rokitnie, liczyła nieco ponad 50 gospodarstw. Zabudowa wsi była mocno rozproszona. Wszystkie domy były drewniane. We wsi znajdował się drewniany kościół rzymsko – katolicki (1934), plebania (1940), dwie szkoły powszechne (u p. Anieli Romaniewicz i (od ok. 1937 roku) u Piotra Zalewskiego. Nauczycielką była Felicja Masojada, a od 1937 roku również Leonard Bieńkowski, zaś F. Masojada została kierowniczką szkoły. Budowę nowej, dużej, szkoły rozpoczęto w 1938 roku, nie zakończono jej z powodu wybuchu wojny. Cmentarz powstał w 1939 roku. Na skraju wsi znajdował się mały zakład produkcyjny (Grzegorza Kryżowa z pochodzenia Rosjanina) produkujący gięte na gorąco drewniane (dębowe, jesionowe lub grabowe) obręcze do kół, do wozów (także do armat), nazywany „obodiarnią” lub „parnią”.
Przekazywana legenda mówi, że wieś powstała w czasach Bolesława Chrobrego, na przełomie pierwszego i drugiego tysiąclecia na bazie niewielkiej osady powstałej obok „okopu” stanowiącego zapewne polską placówkę warowną na wschodnim krańcu Polski. Nie wiadomo, czy powstała ona przed, czy po wyprawie króla Bolesława Chrobrego na wschód w 1018 roku. Faktem jest, że w pierwszej kronice ruskiej Nestora jest zapis świadczący o tym, że w latach 980 – 1015 ruski Wielki Kniaź Włodzimierz I walczył na tych obszarach z lechickimi plemionami zachodnich Słowian, podbijając ich ziemie i osady. Na zaludnienie tych ogromnych, dzikich, leśnych obszarów miały ogromny wpływ działania kolejnych królów polskich, a przede wszystkim Kazimierza Wielkiego (1358 - wielki rozwój Włodzimierza Wołyńskiego), Wielkiego Księcia Witolda i króla Władysława Jagiełły (1393 – rozwój Łucka). Duży wpływ miały też na tych terenach działania Kościoła rzymsko – katolickiego, a także rozwiązania polityczne, np. Unia Lubelska (1569).

Według pisanego przekazu wieś początkowo nazywała się Okop – od nazwy sporego wału ziemnego o wysokości kilku metrów, usypanego na planie elipsy ok. 50x100 m., otoczonego dość szeroką i głęboką fosą (wyschniętą). Od strony zachodniej w wale była niewielka przerwa, zapewne wjazd. Legenda mówi o wielkiej bitwie stoczonej przez polskich rycerzy na pobliskim uroczysku „Jamcowa Niwa” upamiętnionej postawieniem poległym dużego krzyża kamiennego. Drugi, podobny krzyż, znajduje się ok. kilometra na wschód od tego uroczyska. Niestety, wskutek wielowiekowej erozji, napisy zostały zupełnie zatarte i nie dało się ustalić, czy była to bitwa z wojskami ruskimi, czy, jak niektórzy twierdzili szwedzkimi. W najbliższej okolicy znajdowały się także inne ślady odległej przeszłości, jak np. Uroczysko „Kamienne Mogiłki”, czy Uroczysko „Kurhan”.
Wsie polskie rozrastały się w czasach rozbiorów o zbiegów z konwojów pędzonych na Sybir – szczególnie po powstaniach w latach 1830 i 1863. Po odzyskaniu niepodległości, a następnie po ostatecznym określeniu wschodniej granicy Polski (Traktat Ryski z 18 marca 1921 roku) osiadali tu także ludzie z Polski Centralnej. W rodzinach, w zdecydowanej większości (Okopy i Budki Borowskie) porozumiewano się między sobą w języku stanowiącym mieszaninę polskiego, białoruskiego, ukraińskiego i rosyjskiego, potocznie nazywaną językiem „chachłackim”.


Wał ziemny "Okop".

---

Ksiądz Wrodarczyk [w sierpniu 1939 roku] objął parafię bardzo zacofaną pod względem gospodarczym i społecznym - zeznaje Leon Żur, który był jego ministrantem. Ludność miejscowa oświetlała swoje domostwa łuczywem, chodzono w ubraniach przez siebie wyprodukowanych i w łapciach z łyka. W uprawie roli nie nawet znano "trójpolówki". Ziemniaki sadzono pod motykę, uprawiano szpadlem, wykopywano rękami lub motyką. Nie znano pojęcia obradlania. Obce ludności były nawozy sztuczne i jakiekolwiek zbiory plonów przy pomocy maszyn. Dopiero tuż przed wojną u zamożniejszych gospodarzy pojawił się żelazny pług i kierat do cięcia sieczki, zaś siłą pociągową stanowiły woły".
Wiele do życzenia pozostawiały w parafii sprawy związane z higieną i zdrowiem. Co roku w okolicy pojawiały się epidemie czerwonki. Ludziom dokuczał ból głowy, brzucha, świerzb, ospa, owrzodzenia ciała i wszawica. Ludzie umierali "na brzuch", "na głowę", "na płuca". Wiosną, kiedy do wielu domów zaglądał przednówek, dzieci zbierały szczaw, a w lasach i na bagnach wybierały ptasie jajka, z czego przygotowywano zupę z serwatki, dodając do tego jaglaną kaszę.
Jedynymi lekarzami byli znachorzy, różni zamawiacze, zaklinacze i "babki" odbierające porody. Do najbliższego lekarza w Rokitnie było 20 km, a na właściwe lekarstwa ludzi nie było stać. Taką parafię obejmował O. Wrodarczyk. Od początku zdawał on sobie sprawę z faktu, że oprócz posługi kapłańskiej i pociechy religijnej musi im nieść pomoc w chorobie i biedzie i prowadzić działalność oświatowo-wychowawczą.
Ksiądz Wrodarczyk zajmował się leczeniem ludności przy pomocy ziół. Parafia wspierała i udzielała pomocy ludziom biednym, chorym, kalekim i niedołężnym. Doprowadził do takiego stanu poczucia obowiązku higieny osobistej tutejszej ludności, że zaczęła znikać prawie coroczna permanentna epidemia czerwonki. Oprócz leczenia osobistego uczył ludność zielarstwa i zapobiegania chorobom. Nawet czasami w trakcie kazań przypominał parafinom o sprawach doczesnych, wzywając ich do spożywania wody przegotowanej. Sprowadzał nasiona z Wielkopolski i Pomorza, wprowadzał płodozmian, uprawiał zioła lecznicze, warzywa, zboże, ziemniaki. 
Okres ponad czteroletniej pracy w Okopach to najpiękniejsza karta życia i posłannictwa O. Ludwika Wrodarczyka. Z cała gorliwością jako kapłan i misjonarz przystąpił do organizowania życia parafialnego. Swoją pobożność i dobroć pragnął zaszczepić w sercach biednych katolików i Polaków żyjących na Kresach Wschodnich. Działalność duszpasterska O. Ludwika była szczególna i nie ograniczała się tylko do ołtarza, konfesjonału czy ambony. Jego kapłaństwo z jednej strony było "nadzwyczajne", a z drugiej takie "zwyczajne". Dla ludzi Podola stał się on "wszystkim dla wszystkich", aby wszystkich pozyskać dla Chrystusa - jakby powiedział św. Paweł (por. 1 Kor. 9.22). Dla wszystkich był kapłanem, duszpasterzem i lekarzem.
O. Ludwik o każdej porze dnia i nocy spieszył do chorych z lekarstwem lub sakramentem ostatniego namaszczenia. Garnęli się do niego jednakowo Polacy, Ukraińcy, Rosjanie, katolicy i niekatolicy, a nawet partyzanci. Ponadto O. Wrodarczyk zaczął osobiście odwiedzać chorych w ich domach będąc dla nich lekarzem ducha i ciała. Chorym przynosił różnego rodzaju napary, maści i napoje. Po najdalszej okolicy rozchodziła się fama o księdzu-lekarzu, stąd pod plebanią nie jeden raz można było zobaczyć stojące furmanki, na których leżeli chorzy i których często tam przywożono po ostatni ratunek. Nikomu nie odmawiał pomocy. Szedł do każdego, kto go potrzebował. Był lekarzem, nauczycielem, kapłanem, ratował chorych, wspomagał biednych.
Kiedy na wskutek nieurodzaju w 1942 r. zapanował powszechny głód ludzie jedli plewy, w żarnach mielono gryczane łuski, żołędzie, owies. Mieszano to z niewielką ilością mąki i wypiekano bliżej nie określony chleb. Spożywanie takiego chleba powodowało ostre zaparcia żołądkowe, a osłabione organizmy atakowała czerwonka i tyfus i inne choroby ludzi niedożywionych. Ludzie wówczas masowo umierali. Wtedy ksiądz zielarz był jedynym ratunkiem dla biednej ludności. 
Piękne świadectwo o jego posłudze przekazali naoczni świadkowie, jego parafianie z Okopów. "W połowie listopada zachorowałem na czerwonkę i kilka tygodni przeleżałem w łóżku. Byłem bardzo ciężko chory i nie wiadomo, jak by to się skończyło gdyby, nie pomoc księdza Ludwika Wrodarczyka, który mnie leczył i dostarczał potrzebnych medykamentów. Jego poświęcenie nie miało granic. Podawał mi sam lekarstwa, robił zastrzyki, pouczał rodziców jak mają ze mną postępować. O każdej porze dnia i nocy był gotów służyć pomocą" (Bronisław Janik "Było ich trzy" s. 90-91) więcej...

.

Projekt WYKAZU GOSPODARSTW oraz innych obiektów, stan z około 1939 r.

1.

KOŚCIÓŁ parafialny, rzymsko-katolicki pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela, drewniany, zbudowany w 1934 roku siłami parafian przy wsparciu Nadleśnictwa LP w Karpiłówce i 2 Batalionu Korpusu Ochrony Pogranicza "Berezne". Do 1938 r. była to kaplica w parafii Rokitno. Parafia w Okopach została erygowana w 1939 r. Ograbiony i zdewastowany przez Ukraińców 6/7.12.1943 r. Strawiony przez pożar spowodowany w 1945r przez zamieszkałych w nim ukraińskich przesiedleńców z Polski.

2.

PLEBANIA. Ks. Ludwik Wrodarczyk (więcej) - s. Karola i Justyny, OMI, parafię w Okopach objął 27.08.1939, uprowadzony 6/7.12.1943 sprzed ołtarza przez Ukraińców i po kilku dniach zamordowany w Karpiłówce, po nadzwyczaj okrutnych torturach.
Brat zakonny Karol Dziemba. Obaj ze Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów. Organista Benedykt Lusthaus (muzyk), żyd wyznania rzymsko- katolickiego ukrywający się przed Niemcami. Od 22 czerwca 1943 roku partyzant oddziału P. Szewczuka im. Czapajewa, Zgrupowania kpt. I. I. Szytowa, potem oddziału im. Dzierżyńskiego tegoż zgrupowania, później przeszedł do Zgrupowania "Jeszcze Polska nie Zginęła" Roberta Satanowskiego, następnie żołnierz LWP. Po wojnie prof. dr hab. Benedykt Halicz osiadł w Łodzi i pracował w PWSM.

3.

SZKOŁA w budowie. Kopanie fundamentów i studni rozpoczęto w połowie 1937, zaś budowę w 1938 roku.

4.

CMENTARZ założony we wrześniu 1939 roku. Pierwsi pochowani to: zastrzelony leśniczy Stanisław Zalewski oraz gajowy Jan Marcinko (zakłuty bagnetem, konał w mękach kilka godzin). Obaj zostali zamordowani przez wkraczających do Polski czerwonoarmistów wskutek nieprawdziwych oskarżeń miejscowych Ukraińców.

5.

ZALEWSKIJan, kołodziej, zmarł w Okopach. W tym domu była szkoła powszechna. Córka Felicja po wojnie we wsi Duninów k/Legnicy.

6.

ZALEWSKIFranciszek "Zahrebelny", żona Kamila - oboje nie żyją, pochowani w Minkowicach Oławskich. Syn Władysław mieszka w Oławie, syn Kazimierz b. partyzant R. Satanowskiego, żołnierz II Armii LWP na froncie Odra - Nysa, zdemobilizowany 18.12.1946, (obecnie mieszka we Wrocławiu, jest sparaliżowany).

7.

RUDNICKIHieronim (ostatni przedwojenny sołtys, kościelny}, żona Ludwika  z d. Lech, dzieci: Zenon, Kazimierz +2007 (pochowany w Kozłowie), Paulina (mąż Józef Zalewski z Budek Borowskich) i Kamila (mąż Dominik Zalewski z Budek Borowskich).

8.

KURIATAAntoni (przedwojenny sołtys), żona Ludwika, dzieci: Tadeusz i Kazimierz.

9.

HOŁUBECKIMarceli, żona Anastazja, syn Tadeusz, syn Lucjan. Wszyscy nie żyją.

10.

KRYŻOWGrzegorz (Rosjanin), aresztowany i zesłany w 1939 roku na Syberię, żona Maria, syn Włodzimierz, b. partyzant oddziału P. Szewczuka im. Czapajewa, Zgrupowania kpt. I. I. Szytowa) po wojnie osiadł w Dymidowce koło Dubna (na Wołyniu) - nie żyje. Córka Lidia. Rodzina uważała się za ukraińską.

11.

SKLEP {była tu "kooperatywa" z okresu okupacji radzieckiej). Właściciel budynku Marceli Hołubecki (poz. 9), który był tam w pewnym okresie również sprzedawcą.

12.

NOWAKJózef, żona Aniela (przed wojną prowadzili własny sklepik), syn Eugeniusz - wszyscy nie żyją.

13.

NIZINIEWICZMarcela, pochowana w Kołobrzegu. Brak innych danych.

14.

KOZIŃSKIJan „Perdun”, zamordowany przez Ukraińców 6/7.12.1943, żona Ewa, przybrana córka Anastazja (patrz Spadło).

15.

KOZIŃSKIKasper, zamordowany przez Ukraińców 15.06.1943 w Kisoryczach, żona Hanna z d. Kowalczuk (Ukrainka) mieszka w Słownikowicach koło Zgorzelca, córka (IN.).

16.

ZALEWSKIAdam "Zahrebelny", żona Julia - oboje nie żyją, pochowani w Koszalinie. Syn Dominik, b. partyzant oddziału P. Szewczuka im. Czapajewa, Zgrupowania kpt. I. I. Szytowa, następnie oficer LWP, inwalida wojskowy 1 grupy, osiadł początkowo we Wrocławiu, później w Koszalinie. Córka Jadwiga, syn Czesław, syn Mieczysław mieszkają w Koszalinie. (Zagrobelny)

17.

ZALEWSKIJózef, żona Ewa (nie żyją, pochowani w Koszalinie), syn Zbigniew (mieszka w Człuchowie), córka Janina (mieszka w Koszalinie).

18.

ARSER(IN.), żona (IN.), po wojnie zamieszkali w Netrebie, oboje nie żyją - pochowani na cmentarzu w byłych Okopach. Dwaj synowie, obecnie Zalewscy mieszkają w Netrebie.

19.

ZALEWSKIAntoni 1900-12.09.1944 - s. Andrzeja. Jako szeregowy 1 pp  poległ  pod Wawrem.

20.

OŁOWIAKJózef, żona Michalina z d. Zalewska - c. Andrzeja (siostra Antoniego w poz. 19), dzieci Henryk 1934, Jan 1939. Po wojnie zamieszkali w Nidzicy (byłe Prusy Wschodnie).

21.

ZALEWSKAStanisława, wdowa po Piotrze, dzieci Cezary 1907, Stanisława, Teofila i Marian. Cezary zmarł w 1967 roku w Wielołęce koło Wołczyna poczta Domaszowice, gdzie się osiedlili. Pochowany na cmentarzu we Włochach koło Wołczyna. Jego żona Marianna jest pochowana razem z nim.

22.

KOZIŃSKIStefan, żona Franciszka 1900 z d. Piekarska.- c. Mateusza i Józefy, dzieci: Baltazar, Jadwiga, Wacław, Edward, Jan. Stefana nazywano też "Stjopa". Janek zaginął.

23.

KOZIŃSKIWincenty - s. Piotra i Kamili, żona Ludwika z d. Zalewska - c. Józefa i Marianny, córka Maria.

24.

KOZIŃSKIFeliks, brak innych danych.

25.

ZALEWSKICezary.

26.

ZALEWSKIHilary, wywieziony na Syberię, żona Kazimiera mieszka w olsztyńskim.

27.

KOZIŃSKIMichał, wnuk Aleksander (poniżej).

KOZIŃSKIAleksander 1907 - s. Tomasza i Marceliny z d. Lech z Dołhania, kowal, bednarz, żona Anastazja 1910 z d. Jasińska - c. Bolesława, dzieci: Filomena 1931, Emilia 1935, Zygmunt 1940. Po wojnie w Sztumie.

28.

ZALEWSKIAdam,

29.

KOZIŃSKIHieronim, żona IN., syn Bronisław.

30.

ZALEWSKAAgnieszka "Jagna", wdowa po Antonim, syn Jan lat 22, b. partyzant oddz. P. Szewczuka im. Czapajewa, Zgrupowania. kpt. I. I. Szytowa, później w 1. P.S. LWP, po zdemobilizowaniu osiadł we Wrocławiu, syn Franciszek lat 18, podobnie jak brat był partyzantem w oddz. P. Szewczuka, później walczył jako oficer LWP - wszyscy nie żyją. Syn Wincenty i syn Kasper gospodarują razem k. Wrocławia.

31.

BOGUCKIFranciszek, żona (IN.) córka Romana, córka Katarzyna - obie wyjechały na roboty do hitlerowskich Niemiec.

32.

ZALEWSKIJózef "Prymak" (zm. koło Jeleniej Góry), żona IN., syn Dominik (zmarł także koło Jeleniej Góry), córka Weronika (wdowa, mieszka w Kwidzynie).

33.

ROMANIEWICZAniela, wdowa po Adamie, syn Władysław, syn Witold, córka Bronisława (Janik poz. 41), córka Maria (Żelazko poz. 34), córka Weronika (Żarczyńska poz. 36), córka Leontyna (Ciołkowska poz.51). Władysław - leśniczy LP, wyjechał z rodziną: żoną Bronisławą, córką Marią i synem Kazimierzem do innej miejscowości. Witold zginął w WP pod Sądową Wisznią podczas walk obronnych 1939 r.

34.

ŻELAZKOFranciszek, uciekinier z ZSRR, aresztowany w 1939 r. przez NKWD i zesłany do Magadańskiego Obwodu - nie wrócił, żona Maria z d. Romaniewicz, osiadła w olsztyńskim (już nie żyje).

35.

"OKOP" - eliptyczne usypisko ziemne ok. 50 x 100 rn. wysokości kilku metrów (ok. 8 - 9) od którego wieś wzięła swoją nazwę (początkowo OKOP, a od początku XX w. OKOPY). Przypuszczalnie w dalekiej przeszłości była to placówka obronna na wschodniej rubieży Polski.

36.

ŻARCZYŃSKIAdolf - kowal, właściciel kuźni, żona Weronika z d. Romaniewicz, córka Weroniki Teresa Romaniewicz oraz wspólne: Felicja i syn Jan (Bronisław). Po wojnie osiedleni w Nidzicy. Po rozwodzie Adolf zamieszkał w Łodzi. Weronika, po drugim mężu Franciszku - Kozińska, odznaczona została orderem Yad Vashem za ukrywanie Żydów w czasie wojny. Zmarła w 2006 r w Nidzicy.

37.

MAKSYMOWICZHieronim.

38.

KURIATAZygmunt.

39.

SZEREMETAPaweł, żona Antonina, dzieci: IN (córka zm. w dzieciństwie), Mieczysław. Po wojnie w Sławnikowicach pow. Zgorzelec, następnie Zgorzelec, zm. i pochowani w Zgorzelcu.

40.

GARBOWSKIAdam, żona (IN.) syn Franciszek (walczył w szeregach WP).

41.

JANIKKasper podoficer 50 PP 27 DP WP w Kowlu, później oficer LWP, po wojnie zamieszkał w Olsztynie - nie żyje. Żona Bronisława z d. Romaniewicz, syn Bronisław b. partyzant oddziału P. Szewczuka im. Czapajewa Zgrup. kpt. Szytowa, później płk LWP, autor książek o Wołyniu i dokonanych tam mordach ludności polskiej, córka Alfreda.

42.

JASIŃSKIRafał, gajowy, żona (IN.), syn Kazimierz. Cała rodzina w 1940 r. była zesłana na Syberię, powrócili i osiedli w Szczecinie.

43.

KOZIŃSKIStanisław ["Byczkokrut"], żona (IN.), syn Jan (o wyjątkowych zdolnościach rzeźbiarskich w drewnie), syn Ignacy.

44.

KOZIŃSKIWincenty, żona Michalina, syn Franciszek, były żołnierz LWP (zamieszkał w Nidzicy, nie żyje), syn Dominik, b. partyzant oddziału P. Szewczuka im. Czapajewa Zgrup. kpt. Szytowa, syn Zdzisław (zam. Kosarzyn, gm. Gubin, woj. Lubuskie), córka Helena. Rodzice wraz z dziećmi i ich rodzinami uratowali się ucieczką przed śmiercią w mroźną, zimową noc do lasu. Tam przebywali wraz z innymi rodzinami wiele miesięcy.

45.

SPADŁOJózef (sołtys podczas okupacji hitlerowskiej, zabity w 1943 przez partyzantów radzieckich oddziału P. Szewczuka im. Czapajewa, Zgrupowania kpt. I. I. Szytowa}, żona Anastazja z d. Kozińska, córka Leokadia, syn Władysław.

46.

ZALEWSKAAdela.

47.

ZALEWSKIKasper, uczestnik kampanii wrześniowej 1939, obrońca Helu, żona IN.

48.

MASOJADAvel Masajada Felicja - c. Michała i Marii Karoliny, kierownik szkoły, zamordowana przez Ukraińców 15.06.1943 w Kisoryczach, syn Edmund, b. partyzant Zgrup. kpt. I. I. Szytowa, Płk. WP, mieszka w Warszawie). Razem zamieszkiwała też Elżbieta Jeż ["Citka"], wieloletnia pomoc domowa rodziny Masojadów, piastunka Felicji i Edmunda, wysłużyła emeryturę i pozostała dożywotnio w rodzinie, jako jej członek.

49.

BIEŃKOWSKILeonard 1912 - s. Romualda, nauczyciel, ppor. rez., uczestnik kampanii wrześniowej 1939, internowany i osadzony w obozie w Kozielsku (ZSRR), zginął w Katyniu. w kwietniu 1940 r.

50.

KOZIŃSKIPaweł 1906-1966 - s. Michała i Ewy, żona Paulina 1905-1988 z d. Zalewska - c. Ludwika i Marianny. W 1945 wyjechali z do Kozłowa k/Nidzicy gdzie zmarli, pochowani w Sarnowie k/Kozłowa. Dwoje dzieci: Maria - mieszka w Kozłowie. Zdzisław - mieszka w Nidzicy.

51.

CIOŁKOWSKILucjan, plut. KOP, d-ca strażnicy "Krzemień", b. partyzant oddziału AK "cichociemnego" kpt. Władysława Kochańskiego "Wujka" - "Bomby", zmarł na tyfus w 1943 r. w Rudni Lwie, żona Leontyna.z d. Romaniewicz

52.

DELEJCZUKIN., głowa licznej, przyjaznej rodziny ukraińskiej, żona IN., syn Kirył, córka Aleksandra, córka Tatiana, zamieszkiwali w chutorze Dubrowa.

53.

ZALEWSKAKazimiera, mieszkała z siostrą IN.

54.

KOZIŃSKIFranciszek, żona Felicja z domu Jasińska - c. Michała. Dzieci tu ur.: Ryszard (zm.jako dziecko) i Kazimierz 1939. Przyjaźnili się z rodzinami: Kuriata i Łabędzki. Po wielomiesięcznym ukrywaniu się w lasach, uciekli i zamieszkali w Olsztynie, a potem w Warszawie.

55.

KOZIŃSKIAdam 1903 (może to on mieszkał u teścia w Dołhaniu?)

56.

ZALEWSKA"Klemensowa" (red.: IN, dlatego być może już wymieniona wcześniej, np. w poz. 46, czy w poz. 53...).
Brak więcej informacji. Proszę Państwa o pomoc w uzupełnianiu wykazu.
Osoby zainteresowane miejscowością / przekazujące informacje:

FORMULARZ zgłoszenia rodziny i uzupełnienia danych

L.p.

Informacje

1.

Klecha[marzec 2006] poz.23 (po przeniesieniu) oraz informacja że mieszkały tu rodziny o nazwiskach: Kuriata, Rudnicki, Masojada, Jeż, Zalewski.Polska, tel. 692732407

2.

Diana Kozińska-Donderi[marzec 2007] poz.22 (po przeniesieniu) oraz informacja że mieszkała tu rodzina o nazwisku Garbowski, a także inf. o książce "W lesie i na froncie". Kozińscy byli spokrewnieni z Łabędzkimi (chyba). Wielu po wojnie zamieszkało w Wierzbicy Górnej (gm. Wołczyn, woj. Opole). Za wszelkie informacje na temat mojej gałęzi Kozińskich będę wdzięczna.dikoz71(a)wp.pl

3.

Edmund Masajada[lipiec 2007] Opis wsi Okopy, zdjęcie okopu, pełniejszy (ale wciąż niepełny) wykaz rodzin (łącznie 53 pozycje), nota końcowa i wykaz zamordowanych. ZDJĘCIA przedwojenne i ZDJĘCIA powojennemasajada(a)wp.pl

4.

~krepiec7[grudzień 2007] uzup. w poz.27.krepiec7(a)wp.pl

5.

Katarzyna Skarupska (Kozińska)[styczeń 2008] korekta i uzup. w poz. 44.skarupka1(a)poczta.onet.pl

6.

Zdzisław Koziński s. Pawła[styczeń 2008] uzup. poz. 50, 7,.36, Oczekuję informacji na temat moich dziadków Michała i Ewy Kozińskich oraz Ludwika i Marianny Zalewskich mamagra(a)interia.pl

7.

Bogusław Osiecki[styczeń 2008] ZDJĘCIA przedwojennebosiecki(a)mm.pl

8.

Maria Krzemińska z d. Janik[luty 2008] potwierdzenie imienia córki - Alfredamakr75(a)yahoo.se

9.

Edward Mikulski- s Jadwigi Zalewskiej [marzec 2008] uzup. poz. 21.edward(a)mikulski-rury.pl

10.

Piotr Ołowiak[lipiec 2008] uzup. poz. 20, [wrzesień 2009] korekta w poz. 19 (było: Antoni Zalewski zamordowany został 6/7.12.1943 r.) na podst. Zawiadomienia o śmierci żołnierza z dn.5.03.1944r., przekazanego siostrze Antoniego - Michalinie.olowiak(a)mail.com

11.

Jolanta Kozińska[wrzesień 2008] poz. 54.jolik.dom(a)neostrada.pl

12.

Piotr Zalewski[sierpień 2009] uzup. poz. 7.zaliw(a)op.pl

13.

Andrzej Mielcarek[sierpień 2010] poz. 55 z zapisu w WDW 1938r.Strony o Wołyniu

14.

Barbara Iskra - Kozińska[październik 2011] uzup. w poz. 44. W maju 2012 została wydana przez Wydawnictwo Książek Historycznych Bellona, powieść historyczna "Czerwone niebo nad Wołyniem". Napisana na podstawie opowiadań ocalałych z pożogi w grudniu 1943 roku, członków rodziny Kozińskich. Powieść na podstawie opowiadań ojca Zdzisława Kozińskiego, napisała jego córka Barbarapoczta.las(a)onet.eu

15.

Ewa Michurska[grudzień 2011] poz. 56, korekta i uzup. w poz. 19 z Księgi Poległych.ewamig1(a)o2.pl

16.

Leontyna Krawiec[marzec 2014] uzup. poz. 39. z inf. mojej mamy Janiny - c. Ewy Zalewskiej z d. Szeremeta (siostra Pawła).leontyna.krawiec(a)gmail.com

Wieś została spalona w nocy 6/7grudnia 1943 roku przez ukraińskich nacjonalistów z UPA, spod znaku OUN Stepana Bandery, wspomaganą przez żądną łupów okoliczną ludność ukraińską (przede wszystkim z Karpiłówki, Borowego i Derci oraz chutorów tych wsi). Grabieżą zajmowały się głównie kobiety, mężczyźni mordowaniem, a dzieci i wyrostki podpalaniem obejść. Napadnięto jednocześnie na trzy polskie wsie: Dołhań, Okopy i Budki Borowskie. Zginęło kilkadziesiąt osób. Dzięki ostrzeżeniom przyjaźnie nastawionych Ukraińców straty w ludziach były stosunkowo niewielkie. Większość mieszkańców chroniła się od kilku miesięcy w pobliskich, ogromnych lasach oraz na zalesionych bagnach i moczarach. Ludność wsi Okopy ukrywała się głównie na uroczyskach „Chlebniki”, „Kubły” („Chwalisów”) i „Jamcowa Niwa„. Pomordowani zostali pochowani na miejscowym cmentarzu w Okopach, który zachował się do dzisiaj. 
Mieszkańcy sąsiednich wsi ukraińskich samorzutnie postawili ofiarom UPA pamiątkowy pomnik na cmentarzu i zapewne tylko dlatego do dziś zachował się ten parafialny cmentarz. Ocalały kościół spłonął w 1945 roku, a ruiny wsi zostały zrównane z ziemią znikając z map i planów. Większość ocalałych mieszkańców polskich wsi w maju 1945 roku opuściła Wołyń, wyjeżdżając z resztkami dobytku do Polski i rozpraszając się na Północnych i Zachodnich Ziemiach Odzyskanych.
Na zdecydowane podkreślenie zasługuje fakt, że przed II Wojną Światową (także przed I Wojną Światową i w okresie zaborów) miejscowa ludność polska, ukraińska, żydowska, a także niewielkie skupiska ludności rosyjskiej, czeskiej i niemieckiej, żyła zgodnie i bardzo spokojnie. Nie odnotowywano żadnych waśni na tle narodowościowym. Pewne, niewielkie napięcia miały miejsce na tle wyznaniowym. Odnosiły się one do mieszkańców sąsiedniej wsi Netreby, której ludzie, z pochodzenia Polacy, byli podawani po polskich powstaniach brutalnej rusyfikacji i naciskowi na przyjmowanie prawosławia. Polskie władze państwowe i kościelne usiłowały „nawracać” na rzymsko – katolicką wiarę i „przywracać” polskość, co powodowało zrozumiały (po kilku pokoleniach) opór. 
Sięganie po nacisk administracyjny i ekonomiczny przyniosło znikome skutki, często odwrotne. Mimo to, wśród mieszkańców praktycznie ukraińskiej wsi Netreba nie było, poza jednostkowymi przypadkami, poparcia dla nacjonalizmu ukraińskiego, a i w takich przypadkach przeważały cechy ludzkie wyrażające się m.in. w ostrzeganiu polskich sąsiadów o zbliżającym się niebezpieczeństwie i zagrożeniu dla życia i mienia. Wyrazem tego były sąsiedzkie stosunki w ciężkich czasach nacjonalistycznego rozpasania i utrzymujące się nadal kontakty i przyjaźnie ponad granicami.

Opracował Edmund Masajada, 2007 r.


Mieszkańcy wsi Okopy zamordowani przez UPA, wykaz niepełny:

1.Jeż Elżbieta (70),
2.Kozińska Bronisława (22),
3.Koziński Jan (4),
4.Koziński Jan (70),
5.Koziński Kasper (40)
6.Masojada Felicja (nauczycielka) (45)
7.Wrodarczyk Ludwik (ks. proboszcz)
8.Zalewska Adela, 
9.Zalewska Ludwika (30)
10.Zalewska Regina, 
11.Zalewska Stanisława

Felicja Masojada (nauczycielka) 

O. Ludwik Wrodarczyk 

Materiał dodatkowy, uzupełniający.

Wrodarczyk Ludwik, ksiądz proboszcz w Okopach od 27 sierpnia 1939 roku. Święcenia kapłańskie otrzymał 10.06.1933 w Wyższym Seminarium Duchownym w Obrze, później był wikariuszem w Kodniu nad Bugiem, następnie w 1936 roku w Markowicach. Wśród parafian był uważany za świętego. Prawdziwy wzór człowieka i kapłana.
Przed kilkunastu laty wszczęto postępowanie beatyfikacyjne, jak dotąd, bez zakończenia. Wielkim uznaniem za pomoc prześladowanym żydom obdarzył go izraelski Yad Vashem w Jerozolimie, nadając 3.08.2000 r. tytuł i medal "Sprawiedliwy wśród Narodów świata (nr .8930A}. ~ E Masajada. (powrót do tekstu)

Odsyłacz: Strona poświęcona O. Ludwikowi Wrodarczykowi O.M.I.


Fragment książki Bronisława Janika "Było ich trzy" opisujący mord nauczycielki Felicji Masojady i jej towarzyszy podróży.

[...] Rizać Lachiw!
W Borowskich Budkach i Okopach z każdym dniem coraz bardziej brakowało rąk do pracy. Stały odpływ młodzieży do partyzantki musiał się w konsekwencji ujemnie odbić na pracach w polu, mimo że pracowali wszyscy. kobiety, dzieci i starcy. Tym gospodarstwom, w kt6rych zostały samotne niewiasty, spieszyli z pomocą krewni, sąsiedzi i znajomi. Sytuację pogarszał fakt, że wszyscy mieszkańcy wiosek przenieśli się do domów pod lasem, co zmuszało ich do codziennych wędrówek. A na dodatek obawa przed Niemcami i ukraińskimi bandami nie dawała ani spokojnie spać, ani też pracować.
Hitlerowsko-banderowski terror w dalszym ciągu przybierał na sile. Tam gdzie wczoraj był jeszcze spokój, dzisiaj mordowano niewinnych ludzi. Nikt jednak nie przypuszczał, że pierwszą osobą z naszych wiosek, która zginie od bulbowskiego noża, będzie nauczycielka Felicja Masojada.
W drugiej połowie maja Masojada wyjechała furmanką do Rokitna po materiały potrzebne Szewczukowi. Najbliżsi znajomi odradzali jej ten wyjazd. Wszyscy przecież wiedzieli o wzrastających nastrojach antypolskich w Kisoryczach, Derci i Karpiłówce. Dla nikogo nie było też tajemnicą, że niektórzy mieszkańcy tych ukraińskich wsi brali udział w mordowaniu Polaków.
W przededniu wyjazdu, w niedzielę, Masojada spotkała na drodze wiodącej do wsi mojego ojca.

- Panie Janik - powiedziała, witając się. - Jutro jadę do miasta. Może panu coś przywieźć?
- Niech pani nie jedzie - odpowiedział ojciec. - Pani widzi. co się dzieje po wsiach. jak bulbowcy naszych mordują. Ta jazda jest bardzo niebezpieczna.
- Mam ważną sprawę do załatwienia, dla partyzantów i muszę jechać. Ale przyrzekam panu, że to ostatni mój wyjazd do Rokitna. Więcej ryzykować nie będę - odrzekła Masojada.
- Radzę jednak, ażeby pani z tego wyjazdu zrezygnowała - ponowił prośbę ojciec.
- Nie mogę. Naprawdę muszę jechać - powtórzyła nauczycielka.
Wczesnym rankiem następnego dnia razem z woźnicą Kasprem Kozińskim. jego żoną Hanką oraz służącą Citą, opuściła Okopy. Do Rokitna zajechali szczęśliwie i po załatwieniu wszystkich spraw ruszyli w drogę powrotną do domu. Kiedy przejeżdżali przez Kisorycze, między posterunkiem policji ukraińskiej, a pocztą zostali zatrzymani przez kilkunastu osobnik6w. Byli to w większości mieszkańcy Kisorycz, członkowie stacjonującej tam bulbowskiej sotni Wśród nich znajdowali się: Hryćko Kaszkieciuk, Jan Kulpacz "Tryhub", Jan Szeluk, Jan Wołoszyn z Kisorycz oraz z Netreby dwaj szwagrowie woźnicy Kaspra Kozińskiego: Konstanty i Semen Kowalczuki.
Bulbowcy otoczyli furmankę. Masojada zaczęła płakać i zwróciła się do Szeluka, którego bardzo dobrze znała:
- Panie Szeluk. ratuj nas pan.
- Jećte tam de wam kazano - odpowiedział Szeluk, chociaż dawniej zawsze rozmawiał z Masojadą po polsku.
Kilku uzbrojonych po zęby bulbowców chwyciło konie za uzdy i skierowało w stronę lasu. Jechali w kierunku domu, który do niedawna zamieszkiwali pomordowani przez nich Żołnowscy. w pewnym miejscu furmankę zatrzymali. Żonie Kaspra Kozińskiego. która była Ukrainką, kazali wracać do domu. Pozostałych, kłując bagnetami, zaprowadzili do pobliskiego lasu. Tam na grubej gałęzi zwyrodnialcy powiesili do góry nogami Masojadę i zaczęli się nad nią znęcać. Po odcięciu piersi i języka, przerżnięciu brzucha i wydłubaniu oczu, nożami odcinali kawałki ciała, dopóki w tych okropnych męczarniach nie skonała. W podobny sposób zamordowali Citę, a następnie Kaspra Kozińskiego.
To, co wyżej opisałem, jest najbardziej bolesną prawdą. W podobny zresztą sposób ginęli nie tylko Polacy i Żydzi, ale również radzieccy partyzanci. Faktem jest, że więcej osób z naszych partyzanckich szeregów zginęło od noży i kul ukraińskich bandytów, aniżeli od kul hitlerowców.

Śmierć Kaspra Kozińskiego, męża Ukrainki i ojca jej dzieci, świadczy najlepiej, jak bezkompromisowe było hasło ukraińskich nacjonalistów: "Rizać Lachiw!"
Na drugi dzień po okrutnej śmierci Masojady i jej współtowarzyszy, przybył do Okopów "Sław" z grupą partyzantów z oddziału Miedwiediewa. Po rozmowie z mieszkańcami wsi pojechali do Kisorycz. Nie udało im się jednak ująć morderców. Byli bezsilni wobec zgranej bulbowskiej bandy.
Mieszkańcy naszych trzech wiosek boleśnie odczuli stratę Masojady. Chłopi przypominali, ile dobrego zrobiła dla nich w okresie swojej ciężkiej nauczycielskiej pracy. Przywykli zasięgać we wszystkim jej porady, pożyczała im pieniądze, dawała lekarstwa. Niejednokrotnie pomagała również mieszkańcom Kisorycz i Netreby. Od pierwszych dni wojny Masojada była naszą moralną podporą i ideową przewodniczką. Ja osobiście zawdzięczam jej to, że wciągnęła mnie do działalności konspiracyjnej i powierzyła pracę wśród młodzieży.
Wiele pomogła też partyzantom. Szewczuk, dowiedziawszy się o jej śmierci, powiedział z wściekłością:
- My ją pomścimy!
Ludzie nie przeboleli jeszcze śmierci Masojady, a już po okolicy rozeszła się wieść o nowej tragedii. W Karpiłówce bulbowcy wymordowali cztery polskie rodziny, a wśród nich wielodzietną rodzinę Kuczyńskich. Polacy ci, mimo ostrzeżeń przychylnych im sąsiadów Ukraińców, między innymi Hryćka Gaławeja, nie opuścili wsi i przypłacili to życiem.[...]

Tekst przysłał Edmund Masajada, 2007 r.

 

Z lat mojego dzieciństwa pamiętam opowieść ojca, dotyczącą pani Felicji. Feralnego dnia gdy została zamordowana, pierwotnie jako woźnica miał jechać mój dziadek Józef Ołowiak (poz.20). Ze względu na bardzo duże niebezpieczeństwo i bardzo małe dzieci stanowczo przeciwko temu wyjazdowi sprzeciwiła się moja babcia Michalina, w wyniku czego pani Masojada musiała szukać kogoś innego. Mój dziadek woził wcześniej panią Masojadę wielokrotnie, ale w tym wypadku musiał odmówić. Sam nie mogąc jechać zobowiązał się dąć konia, gdyby ktoś inny chciał zawieść panią Masojadę do miasta. 

Piotr Ołowiak, 2008 r.


Notatki tymczasowe:

Do ustalenia gdzie mieszkały osoby: 
KOZIŃSKI Aleksander, żona (IN.), syn Stanisław, syn Leon,
RUDNICKI Adam, żona Józefa,
ŁABĘDZKI,

Utworzenie strony: marzec 2006 , ostatnia edycja: marzec 2014 r.

podstrona jest częściąwww.wolyn.ovh.org

inne strony O KRESACH