Ludwiszyn, znany też jako Ludwisin.
Projekt WYKAZU RODZIN wg gospodarstw, stan
w około 1939 r.
|
1. |
MIKLER |
Świętopełk r.1913 - syn
Eugeniusza i Leontyny z domu Szczebietowicz (w Usiczach),
żona (ślub w 1938 r.) Regina z domu Gonczar, dzieci: Lech i Krzysztof.
Po wojnie osiedleni w Morzewcu k. Bydgoszczy. |
|
2.
|
BŁĘDOWSKI |
|
|
3.
|
BRUDKA |
|
|
4.
|
CHABŁOWSKI |
- żona nauczycielka |
|
5.
|
CUR |
Tomasz, żona Józefa z d. Kołodyńska,
dzieci: Józef, Bolesław, Władysław, Anna r.1906 (mąż Leon Kaleta s. Ignacego). Muzykowali, bardzo uzdolnieni. |
|
6.
|
CUR |
Józef r.1900 - syn Tomasza i Józefy z Kołodyńskich,
I żona Małgorzata Kozak, syn: Bogdan r.1929. II żona Leontyna
z d. Sabuła r.1914, dzieci: Alfred r.1935, Cecylia r.1937, Albin Alfred
r.1941. |
|
7.
|
CUR |
Władysław r.1914 (chrzest Wojciechów, woj. lubelskie)
- syn Tomasza i Józefy z Kołodyńskich, żona Janina r.1921
z d. Paweł - c. Leona. |
|
8.
|
FRYS |
Jan r.1891 - syn Kazimierza i Katarzyny z Hutnickich,
żona (śl.1933) Zofia Cur r.1904, jej córka: Krystyna
r.1932, wspólne dzieci: Zygmunt r.1934, Maria Janina r.1936 |
|
9.
|
GAJDEMSKI |
Bronisław, żona Jadwiga z d. Jankowska,
dzieci: Stanisława, Adela, Maria, Bolesława, Józef, Helena,
Bogumiła r.1923, Jadwiga r.1925. Bolesława w
1939r. poślubia Zachariasza Miklera i mieszkają w Usiczach.
Józef znalazł się w armii Andersa, bierze udział w zdobywaniu
Monte Casino. W 1943r. rodzice z córkami: Stanisławą, Bogumiłą
i Jadwigą zostali wywiezieni na roboty do Niemiec. |
|
10.
|
GWINCZEWSKI |
Tadeusz r.1917, żona Józefa z d. Jakubowska
r.1916, dzieci: Jerzy r.1937, Romuald r.1939, Modest r.1940. Brat
Tadeusza to Erazm (jego żona to Józefa z Sucheckich). |
|
11.
|
JAKUBOWSKI |
|
|
12.
|
JAROSZ |
Michał, żona Antonina z d. Borek, dzieci: Maria r.1924, Jadwiga, Tomasz r.1933, Ryszard
|
|
13.
|
KAPUSTA |
Józef, żona Katarzyna z d. Galewska -
c.Aleksandra z Aleksandrówki,
dzieci: Stanisława r.1922, Władysława r.1926. W domu mieściła się
szkoła elementarna. |
|
14.
|
KUDELA |
Józef |
|
15.
|
PODHORODYŃSKA |
Ludwika - właścicielka resztówki rozparcelowanego
majątku. Jej brat Julian Podhorodyński miał majątek w Szeplu.
Rosjanie po zajęciu Wołynia w 1939r. majątek odebrali i cala
rodzinę zesłali na Sybir. Byli świadkowie, którzy powrócili z
Syberii i rozmawiali z Julianem. Julian był pastuchem w kołchozie. |
|
16.
|
ROMANOWSKI |
|
|
17.
|
SIUDAK |
|
|
18.
|
TARASIEWICZ |
|
|
19.
|
WACH |
|
|
20.
|
JAROSZ |
Stanisław - wdowiec, z I żoną syn (I.N.), II żona Franciszka
z d. Borek, dzieci: Maria, Stanisława, Zofia, Waleria, Janina, Helena.
Stanisław posiadał spory majątek ziemski.
|
|
21.
|
ŁOBUCZEK |
(Hłobuczek/Głobuczek) Piotr (kowal) - syn Franciszka
i Antoniny z Kowalskich, żona Anna z d. Posłuszna, syn
Edward r.1940. Mieszkała tu matka Piotra - Antonina oraz
brat (imię do ustalenia - zapewne jeden z dalej wymienionych) z żoną
i synem w wieku 12 - 14 lat, przyuczany do zawodu kowala. Wszystkie te osoby zostały zamordowane i spłonęły w domu
w nocy z soboty na niedzielę na przełomie zima-wiosna 1943 roku. Dom stał pod lasem 400 metrów od domu Komalów. Florian Komala miał wtedy 22 lata i przybiegł zaraz po zauważeniu płomieni, gdzieś po północy. Widział spopielane ciała. Kobieta z chłopcem leżeli pod łóżkiem.
Jeden z braci Piotra - Zygmunt r.1902 (żona Maria Bomba,
syn Stanisław r.1928 i jeszcze 2-je dzieci) mieszkał w Kołkach
lub okolicy.
|
|
|
ŁOBUCZEK |
Władysław r.1908, żona (śl.1929) Stanisława z d. Marcinkiewicz
r.1907, dzieci: Światopełk r.1930, Pelagia r.1932, Czesława Janina
r.1935, Krystyna r.1937.
|
|
|
ŁOBUCZEK |
Jan r.1904, żona (śl.1934) Stanisława Wilgos r.1911,
dzieci: Irena r.1934, Dorota r.1937.
|
|
22.
|
KOMALA |
Józef - syn Antoniego i Petroneli z Zakrzewickich, żona Maria z Łobuczków, syn Florian
r.1921, córka Maria (właściwie? Michalina Wanda r.1923). W 1928 roku przeprowadzili się do Ludwiszyna z Zapustu Usickiego, odległego o półtora kilometra. Florian miał w dzieciństwie ucięte palce u prawej ręki (oprócz
kciuka) i nie mógł uczestniczyć w samoobronie. Po wojnie w Kosmowie
k.Hrubieszowa. Józef miał brata Stanisława (ż. Stefania Michalska)
i prawdopodobnie Franciszka (ż. Maria Hryniewiecka).
|
Obecnie brak więcej
informacji. Proszę Państwa o pomoc w uzupełnianiu wykazu.
|
|
L.p. |
 |
Informacje dostarczone w zakresie: |
 |
|
1. |
Vinicius Mikler |
[styczeń 2009] poz. 1, [luty
2009] poz. 2-19 i notatka o rodzinie Gajdemskich na podst.
relacji stryjów oraz z Ksiąg metrykalnych i wiadomości od współmieszkańców. |
macclair(a)t-online.de |
|
2. |
Marek Jarosz |
[marzec
2009] uzup. w poz. 12 |
marekjarosch(a)o2.pl |
|
3. |
Andrzej Szczechowiak |
[marzec 2009] poz. 20 |
argus(a)vp.pl |
|
4. |
Wiesław Tokarczuk |
[kwiecień 2009] poz. 21-22 z
relacji Floriana Komali spisanej 16.04.2009 |
wiekto(a)gmail.com |
|
5. |
Andrzej Mielcarek |
[kwiecień 2009] uzup. w poz. 21-22 dzięki
"Wykazom osób z akt parafialnych diecezji łuckiej do 1945"
-opr. ks. W.W. Żurek. |
Strony o Wołyniu |
W 1943r. Gajdemscy zostali wywiezieni na roboty do Niemiec, znaleźli się w
Monachium. Pracowali w ogromnym szpitalu, w podziemnym mieście. Dojście do pracy
ulicami zajmowało około 20 min. Józef wziął udział w zdobywaniu Monte
Casino. Przed szturmem wiedział, ze Wołyń i cale Zabuże zostaje odebrane
Polsce, zatem z większą desperacja szedł na Niemca - wszystko mu odebrano, wiec
może oddać także swoje życie. Jednak przeżył, ale do Polski już nie
wrócił, nie chciał żyć jak bezdomny ptak. Wylądował w Argentynie, poślubił
Włoszkę, miał 2 dzieci. Był długoletnim prezesem Polonii Argentyńskiej.
Raz odwiedził Polskę, był w Krakowie nabyć stroje krakowskie dla swych
polonusów.
Po kolonii Ludwiszyn nie ma dzisiaj śladu.
Vinicius Mikler. Rzecz o Ludwiszynie.
29 lutego 1944r. między godz.9,30 a 10,00 na przestrzeni około 1,5 km. wzdłuż
drogi głównej Łuck-Torczyn ustawiła się tyraliera niemiecko-ukraińska i
zaczął się ostrzał domostw i ludzi Ludwiszyna. Przestrzeń była ograniczona
z jednej strony lasem państwowym, a z drugiej strony lasem Podhorodeckich.
Silny ostrzał z broni automatycznej spowodował pożar najbliższych domostw.
Właściciele wypędzali na zewnątrz zwierzęta, chcąc je ratować. Obstrzał
spowodował śmierć 10 osób i ogromnej ilości zwierząt. Mieszkańcy
forsowali się ucieczką w kierunku lasu Podhorodeckich, wykorzystując rozprzestrzeniający
się dym. Ucieczka mimo zaskoczenia była przeprowadzana w sposób profesjonalny.
Kobiety i dzieci były ubezpieczane przez uzbrojonych mężczyzn. W pierwszej fazie
spłonęły domostwa rodziny Siudak, Kapusta, Lorenc. W czasie tej ucieczki,
tuz pod lasem zginęła jeszcze jedna kobieta z Szepla.
Nie było niczego do picia ani do jedzenia, ale nikt z tego powodu nie narzekał
- życie jak na razie było uratowane. Silne roztopy, grząski czarnoziem sprzyjał
uciekinierom. Ludwiszyn posiadał silną, dobrze zorganizowaną grupę
samoobrony. Ludwiszyn to osada polska po parcelacji części majątku
Podhorodeckich. Moi rodzice po dwukrotnym spaleniu domostwa w Zamogilu, uciekli do krewnych w
Ludwiszynie. Inni, którzy nie posiadali tu krewnych, znaleźli schronienie w izbie szkolnej u
państwa Kapustów. W naszej grupie uciekających została uratowana 4 letnia
wówczas Zosia Krzaczkowska, której rodzice rankiem tego dnia udali się do Usicz
obrządzić tam pozostawione zwierzęta. W czasie tej ucieczki Zosia zgubiła
obuwie i skarpetki (zima). Regina Mikler zareagowała natychmiast, ściągnęła
skarpetki z nóg swego syna Lecha i odziała dziecko, obce dziecko.
Rodzice Zofii szukali swego dziecka w zgliszczach spalonych domostw i przyległym
terenie. Kiedy stracili nadzieje po dwóch dniach odnaleźli je całe i zdrowe w
Aleksandrówce u rodziców Reginy - u państwa Gończarów. Wielka radość
ich była i wdzięczność nie do opisania. Moja rodzina po uspokojeniu się
sytuacji, pozostała w ocalałym domostwie stryja Świętopełka w
Ludwiszynie. Ta sytuacja zachowała się, aż do ponownego wkroczenia Rosjan.
Dziadek mój, Eugeniusz przetrwał czas napaści w piwnicy palącego się
domu, potem przez długi czas borykał się z objawami zatrucia. Stryjenka
Bolesława wraz z 3-letnią córką Barbarą 6 godz. siedziała w mokradłach
(oczerecie).
Atak na Ludwiszyn przygotowali Ukraińcy, którzy sami nie odważyli się zaatakować
polskiej placówki, aktywnej 24 godz. na dobę. Skąd Polacy mieli broń?, a no od
Niemców z Łucka z handlu wymiennego za żywność. Ci, którzy przeżyli
w nocy, udali się na poszukiwanie rannych i zabitych. Dom państwa Jaroszów,
który zachował się od ognia, służył jako prowizoryczne ambulatorium.
Bolesława Mikler, jako osoba przeszkolona do pierwszej pomocy, mimo strasznych
przeżyć własnych (trzy dni wcześniej pochowała 11 miesięcznego syna,
na grobie męża Zachariasza), wykonywała opatrunki.
Po trzech dniach krewni zabitych zorganizowali przewóz zmarłych na cmentarz w Torczynie z
udziałem obstawy uzbrojonych mężczyzn. Inni zaś, którzy nie chcieli ryzykować,
pochowali swych bliskich pod krzyżem. Nazwiska ich są nieznane.
Obrońcy Ludwiszyna z mojej rodziny to; Piotr Stadnik, Bogdan Mikler, Świętopełk
Mikler, Erazm Szczebietowicz.
"Czy już jestem zabity?" to było kilkakroć powtarzane moje pytanie kierowane do ojca,
który miał mnie na swoich plecach, odstrzeliwując się jednocześnie przeciw
ukraińskiej pogoni.
Z relacji Floriana Komali
W Ludwiszynie do końca wojny bezpiecznie mieszkały dwie rodziny ukraińskie, jeden był w UPA, miał broń, po przyjściu Sowietów wzięty na 5 lat do łagru. Nazwiska NN.
Trzech mężczyzn, ofiar pacyfikacji ukraińsko-niemieckiej pochowano pod krzyżem w Ludwiszynie. nazwiska NN.
Data powstania strony: styczeń 2009
r., ostatnia aktualizacja: grudzień 2009
r.
podstrona jest częścią www.wolyn.ovh.org
|